5 minut później stałam pod drzwiami dormitorium Ślizgona otulając się ciepłym włochaty swetrem i pukając parę razy dopóki mi nie otworzył. Najwidoczniej zdążył w tym czasie co mnie nie było wziąć prysznic bo jego blond włosy które odcieniem przypominały czysty piękny piasek na plaży były wilgotne a na sobie założony miał biały puchowy szlafrok.
- Wejdź.- powiedział oschle. Po moim ciele przeszły ciarki ale weszłam posłusznie do dormitorium. Nie poznawałam siebie, jak łatwo ulegałam jego prośbą, ba rozkazom. Ale podświadomie myślałam że może się dowiem o czym rozmawiał z Blaisem. Stanęłam na środku pokoju i spojrzałam na niego wyczekująco.
- Co tak stoisz siadaj. -machnął ręką na kanapę koło kominka. Jego pokój nieco różnił się od mojego na przykład pod względem kolorystyki jak i wystrojem. Jego ściany były w zielono srebnę paski, jak barwy Slytherinu zaś wszystko wokół razem z łóżkiem było wykonane z ciemno brązowego drewna. Było również wiele czarnych elementów, taki jak na przykład kanapa, fotele i szafki. Ogólnie rzecz biorąc jego pokój mi się bardziej podobał niż swój własny. Do tej pory nie wiem dlaczego. Usiadłam więc na czarnej kanapie, a po chwili koło mnie zjawił się Malfoy przebrany już w białą koszulę która nie była zamknięta do końca i czarne spodnie garniturowe. Usiadł wbijając wzrok we mnie. Odwróciłam więc wzrok od ognia który palił się w czarnym kominku i spojrzałam w stalowe i zimne tęńczówki chłopka które odbijały gładko jak w lustrze płomyczki ognia.
- To co chcesz mi powiedzieć? - spytał dziurawiąc mnie spojrzeniem. Znowu moje ciało zawitały ciarki.
- Ja? - spytałam zdezorientowana.
- Nie Merlin. Tak ty. - przewrócił oczami.
- Tobie nie mam nic do powiedzenia. Raczej to ty musisz mi coś powiedzieć. O czym rozmawiałeś z Blaisem? - roześmiał się gdy skończyłam i spojrzał na mnie tak zimnym wzrokiem że się wystraszyłam w tam tej chwili.
- Za dużo sobie pozwalasz. Ja nic nie muszę. - powiedział drwiąco.
- To po co ja tu przychodziłam? - spytałam już wściekła. - To ty mi wysłałeś sowę to powiedz co chci...- nie dokończyłam ponieważ Mafoy wstał chwycił mnie za nadgarstki i pociągnął tak że przez chwile straciłam równowagę. Wszystko tak szybko się działo że nie wiedziałam kiedy wylądowałam z impetem na ścianie. Dopiero po chwili gdy wszystko co się działo do mnie dotarło, poczułam ból przeszywający moje plecy. Oszołomiona i z łzami w oczach rozejrzałam się po pokoju. Malfoy stał nie ruchomo przy kominku wpatrując się zimnym wzrokiem w rozgrzany ogień. Wciągnęłam powietrze i bałam się je wypuścić bojąc się że najmniejszy dźwięk może go znowu sprowokować. Nie wiedziałam o co mu chodzi. Jeszcze rano był dla mnie miły. A teraz? Ale czego ja mogłam się po nim spodziewać. Malfoy to Malfoy. Gdy znowu spojrzałam w jego stronę stał już przodem do mnie i przyglądał mi się tymi swoimi zimnymi stalowymi oczami. Spuściłam wzrok i zagryzłam wargę nie wiedząc co zrobić. Ruszyć się bałam a różdżkę zostawiłam w pokoju. Usłyszałam kroki. Gdy spojrzałam znów w górę zobaczyłam Malfoya stojącego przede mną. Oparł się o ścianę dłońmi tak że nie mogłam się ruszyć, po czym szepnął mi do ucha:
- Idź, i spróbuj komuś coś powiedzieć co tu się stało. To już nigdy nie zobaczysz Pottera ani Rudego. - usłyszałam jego jadowity głos. Przeszły mi ciarki. Wystraszyłam się nie na żarty ponieważ nie wiedziałam komu może zrobić krzywdę, mi czy chłopakom. Kiedyś nigdy bym się nie spodziewała że może coś im zrobić, ale po dzisiejszej sytuacji wiem że nie żartuje. Odsunął się tak bym mogła wyjść. Zagryzłam wargę i ominęłam go. Zamierzałam już wyjść gdy znów chwycił mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie tak że nasze twarze dzieliły milimetry. Spoglądał w moje oczy wzrokiem pełnym gniewu ale też namiętności? Nie wiedząc kiedy poczułam na swoich ustach jego mocny i namiętny pocałunek. Byłam w tak wielkim szoku że nawet go nie odepchnełam tylko oddałam pocałunek bez żadnego ale. W tamtej chwili nie myślałam co robię, z kim się całuję, po prostu nie myślałam o niczym. Ta sytuacja pochłoneła mnie całkowicie. Byłam w szoku kiedy oderwał usta od moich i powiedział tylko:
- Wynoś się! - byłam zdezorientowana. Poczułam się wykorzystana, no może nie do końca ponieważ oddałam pocałunek, ale on nie miał prawa mnie całować, a tym bardziej używać wobec mnie przemocy! Miałam tak pomieszane w głowie że nie widziałam co mam robić. Z oszołomienia wyrwał mnie jego głos.
- Nie zrozumiałaś? WYNOCHA! - krzyknął, a ja wtedy naprawdę się wystraszyłam. Nie poznawałam się, znowu pozwalałam się mu poniżać. I znając mnie gdy wrócę do pokoju zacznę płakać, choć już tysiąc razy przyrzekałam sobie że żadnej łzy już nigdy przez niego nie uronię, ale to nigdy się nie spełniało. Byłam w jego rękach jak marionetka. I choć nie jeden raz na korytarzach Hogwartu staczaliśmy bójki na słowa w których zawsze wygrywałam, to i tak w pokoju gdy już nikogo nie było zawsze płakałam. Spojrzałam na niego przez łzy po czym, w jednym momencie poczułam jak całe moje ciało wypełnia się gniewem. Podeszłam do niego i z otwartej dłoni uderzyłam go w policzek, po czym wybiegłam trzaskając drzwiami.
*
Płakałam całą noc, nie mogąc zapomnieć co stało się poprzedniego wieczoru. Na pierwszych lekcjach w tym roku ani razu się nie zgłosiłam co do mnie nie było podobne. Wieczorem nie chciałam siedzieć sama w pokoju bo znając mnie znów bym zaczęła płakać, a chciałam po prostu o tej sprawie zapomnieć, i omijać Malfoya wielkim łukiem. Nie wiedziałam jak to zrobię bo dzieliliśmy obowiązki no ale dopóki Dumbledor nic nam nie zadał mogę go łatwo omijać. Poczłapałam więc razem z książką na kanapę do pokoju wspólnego Gryfonów. Zanużając się w lekturze zupełnie odpłynełam. Nie myślałam o niczym dopóki z mojego oderwania się od świata zewnętrznego nie wyrwała mnie Ginny która jak zawsze promieniała szczęściem. Usiadła przy mnie bez słowa wbijając we mnie wzrok. Nie mogłam znieść tego jak dziurawiła mnie wzrokiem więc spojrzałam w jej czekoladowe oczy. I szczerze? Nie spodobało mi się jak na mnie patrzyła. Westchnęłam, odłożyłam książkę i zwróciłam się do niej.
- O co chodzi Ginny? - spytałam.
- To chyba ja powinnam się Ciebie spytać o co chodzi. Cały dzień snujesz się na korytarzach szkoły bez wyrazu, na lekcjach w ogóle nie jesteś aktywna. Co się stało? - zapytała, a ja usłyszałam wyraźną troskę w jej głosie.
- Nic.
- Widzę że coś się stało. Mów, wiesz że mi możesz wszystko powiedzieć? - naciskała. Westchnęłam. Nie miałam ochoty teraz o tym rozmawiać, ale wiedziałam że nie długo będę musiała to komuś powiedzieć. I czy to będzie Ginny czy Harry czy Ron nie obchodziło mnie. Wiedziałam tylko że będę musiała się wygadać. Znów spojrzałam na nią wykrzywiając usta w uśmiech którego wcale nie chciałam.
- Na prawdę nic się stało. Przysięgam. Po prostu dziś mam gorszy dzień niż zwykle. Najlepszym się czasem zdarza.
- Coś mi mówi że nie mówisz mi całej prawdy, ale dobrze nie będę naciskać. Będziesz chciała to mi powiesz, a jak nie to trudno się mówi. - uśmiechnęła się do mnie, i tym razem na mojej twarzy pojawił się prawdziwy uśmiech.
- I za to Cię kocham. - powiedziałam szeptem. Ginny była dla mnie jak siostra której nigdy nie miałam. Kochałam ją za to że była wyrozumiała w każdej sytuacji. Nawet tej z Malfoyem. I znowu on. Czy ja przez parę chwili nie mogę o nim myśleć. Po policzku ściekła mi jedna samotna łza. Ginny widząc to wyciągneła do mnie ręce a ja zatopiłam się w jej uścisku. Chciałam zostać w jej objęciach na zawsze, bo przy niej czułam się bezpieczna. I choć to ona była młodsza, to była dla mnie jak starsza siostra.
*
Następnego dnia przed lekcjami poczłapałam do biblioteki już w lepszym nastroju. Wczoraj wieczorem ja i Ginny nie rozmawialiśmy już o niczym, ale byłam jej wdzięczna za tą chwile ciszy. Lepszej przyjaciółki, przepraszam "siostry" nie mogłam sobie zażyczyć. Gdy wychodziłam już z biblioteki wpadłam na kogoś a wszystkie książki plus podręcznik do eliksirów który wypożyczyłam spadły na posadzkę robiąc hałas na całym korytarzu. Przed oczami śmignął mi pukiel krótkich blond włosów. I choć na początku pomyślałam o Malfoyu, to nie był to on. Chłopak który pomógł mi pozbierać książki miał blond włosy lecz nie platynowe jak u Malfoy tylko w kolorze miodu, a gdy na mnie spojrzał jego oczy były zielone, przenikliwe i wypełnione ciepłem, a nie zimne i wypełnione nienawiścią jak u pewnego Ślizgona.
- Przepraszam, nie zauważyłem Cię. - odezwał się pierwszy chłopak. Po sekundzie zoriętowałam się że jest to Ślizgon. Widząc moje zmieszanie uśmiechnął się szerzej pokazują rząd prostych białych zębów. Byłam na siebie wściekła ponieważ na moich policzkach pojawiły się różowe plamy oznaczające rumieńce.
- Nie ma za co. Dziękuje za pomoc. Pa. - powiedziałam pospiesznie potrząsając głową, i wyrywając mu książki. Ominęłam go i już chciałam zacząć biec gdy zawołał:
- Hermiona tak? - odwróciłam się i kiwnęłam głową.- Nie poznałem Cię, zmieniłaś się. Nie tylko z wyglądu ale chyba i z charakteru.
- Charakter nadal mam ten sam. - odpowiedziałam trochę urażona bo nie wiedziałam czy potraktować to jak komplement czy ironie.
- No nie wiem, wydajesz się bardziej spokojniejsza i opanowana. No i jeszcze stoję tu żywy, więc to znaczy że mnie jeszcze nie zabiłaś jak to mają Gryfoni w zwyczaju do Ślizgonów.
- Nie słyszałam żeby Gryfoni zabili jakiegoś Ślizgona.
- To była tylko metafora. A wracając do tematu, prawie nie uciekłaś widząc że jestem Ślizgonem. - no nie czy to aż tak było widać? Nie mogłam się bać każdego Ślizgona, przez Malfoya. Nie każdy chyba taki był. Po czym widać w tej sytuacji.
- Nie każdy Ślizgon jest wredny. - chyba czytał mi w myślach. - Nie każdy jest jak Draco Malfoy..-drgnęłam lekko na dźwięk tego imienia, lecz szybko się opanowałam gdy Terence bo tak miał na imię blondyn, mówił dalej. - i choć jestem jego przyjacielem i go bardzo lubię zachowuje się jak dupek. - uśmiechnęłam się na te słowa, a on widząc mój uśmiech na mojej twarzy również się do mnie uśmiechnął z uprzejmością. Nie wyobrażałam sobie nigdy tak pogodnego, miłego i pomocnego Ślizgona. No ale co ludzie się zmieniają. Czasami na gorsze a czasami jak w tym wypadku na lepsze.
- Ale wiesz nie mów mu jakby co. - dopowiedział. Zaśmiałam się cicho i kiwnęłam głową.
- O to się nie martw za dużo nie rozmawiamy.
- To lepiej dla mnie. - mrugnął, po czym odwrócił się znikając w ciemnym korytarzu. Uśmiechnęłam się do siebie i pokręciłam głową. Nie spodziewałam się że ten świat może okazać się dziwniejszy niż już jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz